Ustawa o OZE – co o niej wiemy?

Ustawa o OZE – co o niej wiemy?

Do tej pory wielokrotnie zmieniano założenia ustawy o odnawialnych źródłach energii, tworząc nowe wersje projektu. Do końca roku Sejm ma jednak zakończyć prace. Spróbujmy więc podsumować jej podstawowe idee.

instalacja fotowoltaicznaDebata dotycząca odnawialnych źródeł energii toczy się w Polsce przynajmniej od 2011 r. Wtedy właśnie w Ministerstwie Gospodarki powstał pierwszy, wstępny projekt ustawy o OZE, spotkał się jednak z dość negatywnym odbiorem – do ministerstwa wpłynęło około 150 pism z uwagami. Na przełomie kolejnych miesięcy wprowadzano nowe zmiany do treści ustawy, a zapisy projektu zostały dogłębnie przeanalizowane, również przez branżę OZE. Na przełomie listopada i grudnia br. posłowie mieli przedyskutować ustawę oraz zająć się ostatnimi poprawkami zgłoszonymi przez opozycję i stowarzyszenia. Sejm powinien przyjąć projekt do końca roku.

Co to takiego?

Wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej mają dążyć do poprawy bezpieczeństwa energetycznego oraz zmniejszenia obciążenia środowiska produkcją gazów cieplarnianych. Podstawowym zadaniem projektu ustawy o OZE jest więc wdrożenie regulacji unijnych, m.in. dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/281WE z dnia 23 kwietnia 2009 r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych. Polska zobowiązana jest do 2020 r. do produkowania przynajmniej 15% energii wskutek eksploatacji źródeł odnawialnych (energii z instalacji fotowoltaicznych, opierających się na energii wiatru, promieniowania słonecznego, odpadów, fal morskich itd.) oraz zmniejszenie tym samym udziału energii z elektrowni węglowych (aktualnie jest w nich produkowane aż jej 90%).

Założenia

Ustawa o OZE ma wspierać istniejące już instalacje z dziedziny odnawialnych źródeł energii, czyli m.in. układy fotowoltaiczne, produkujące prąd z energii słonecznej oraz promować powstawanie nowych inwestycji. Wprowadzony zostanie system aukcyjny, w którym to rząd decyduje, ile energii odnawialnej potrzebuje dla spełniania założeń polityki klimatycznej. Dla poszczególnych technologii OZE zostaną rozpisywane więc aukcje. Wygrywa ją ten podmiot, który zaproponuje najniższą cenę, podawana będzie też jednak wartość maksymalna, za jaką będzie można kupić energię z OZE. Ustawa ma również za zadanie promować działania prosumentów w zakresie odnawialnych źródeł energii, czyli równocześnie konsumentów, jak i producentów. Oznacza to, że będziemy mogli nie tylko wyprodukować prąd na własne potrzeby, ale również sprzedać go lokalnemu sprzedawcy energii – nie musimy zakładać w tym celu działalności gospodarczej lub mieć koncesji.

Ciąg dalszy dyskusji

Wśród ostatnich zagadnień, jakie doprecyzować mieli posłowie, znalazł się m.in. okres przejściowy, czyli propozycja inwestorów z branży OZE – przedłużenie okresu przyznawania zielonych certyfikatów minimalnie do końca 2016 r., wparcie „zielonego” ciepła, czyli projekt rozszerzenia systemu certyfikatów na ciepło produkowane w instalacjach OZE, wsparcie mikroinstalacji wiążące się z podwyższeniem do 100% ceny, za jaką osoby fizyczne mogą odsprzedawać sprzedawcom energii, wsparcie przedsiębiorstw energochłonnych oraz kwestia farm wiatrowych oraz ich minimalnej odległości od domów.
Podjęto wreszcie (wstępną) decyzję o zrównaniu sytuacji osób produkujących energię we własnych domów (wykorzystujących do tego instalacje fotowoltaiczne, określanych w ustawie jako presumentów) z sytuacją niewielkich firm. Już wcześniej pozwolono na produkcję prądu bez koncesji, jednak według wcześniejszych ustaleń przeciętny Kowalski miał na energii zarobić jedynie 80% średniej hurtowej ceny prądu z ubiegłego roku, podczas gdy przedsiębiorcy, małe firmy – już 100%. Stawki dla prosumentów zostały podniesione. Inaczej ustawa o OZE zostałaby zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego przez Fundację ClientEarth – jako nierówno traktująca podmioty.

Wydaje się, że resort gospodarki jest otwarty na sugestie z zewnątrz. Z drugiej strony mimo wprowadzanych do projektu zmian branża energii odnawialnej wciąż nie jest zadowolona z założeń ustawy. Obawia się m.in. spowolnienia rozwoju energetyki wiatrowej. Za dość kontrowersyjne uznano zmianę systemu wsparcia dla OZE, który ewoluował od premiowania za pomocą tzw. „zielonych certyfikatów”, które można sprzedać na giełdzie do wspomnianego systemu aukcyjnego. Według specjalistów proponowane przepisy mogą sprawić, że dojdzie do paruletniej luki inwestycyjnej, w której z uwagi na zmianę ustawy nie będą powstawać nowe, „zielone” inwestycje.

Oceń artykuł
5,00 / 3 głosów
Co sądzisz na ten temat
Zaloguj się i skomentuj pierwszy

Autor: Magdalena Szewczuwianiec

Zdjęcia: Fotolia

Polecamy Ci również

Zobacz także