OZE to nie tylko panele słoneczne i wiatraki, ale również pompy ciepła

0
Odnawialne źródła energii
Największą korzyść z zainstalowania paneli słonecznych mają te gospodarstwa, które wykorzystują ją i dla wytwarzania energii elektrycznej dla domowych urządzeń oraz sprzętów, i do ogrzewania domu.

Odnawialne źródła energii w Polsce najpierw kojarzone były z wiatrakami, a gdy popadły one w niełaskę – z biomasą. Dopiero od dwóch lat swoją prawdziwą moc pokazują niedoceniane do 2018 r. panele słoneczne, a wraz z nimi pompy ciepła.

Chyba już każdemu mieszkańcowi bliskie jest pojęcie śladu węglowego i walki ze skutkami ocieplenia klimatu. Jedno z kluczowych założeń tej batalii wiąże się z całkowitą rezygnacją z produkcji energii ze źródeł innych niż odnawialne najpóźniej w połowie naszego stulecia. Jednak niekorzystne zmiany w środowisku następują szybciej niż zakładano i perspektywa 2050 roku wydaje się mocno spóźniona.

Spóźniona w realizacji swoich zobowiązań w tym zakresie jest także Polska. Nasz rząd na szczycie klimatycznym w Katowicach w 2018 roku zadeklarował, że do końca 2020 r. 20 proc. energii elektrycznej będzie produkowane z odnawialnych źródeł energii (OZE), co z tamtej perspektywy wydawało się zadaniem niezwykle ambitnym ponieważ oznaczało podwojenie udziału OZE w bilansie wytwarzanej energii. By w ogóle osiągnięcie tego celu było możliwe, trzeba było postawić na OZE produkowane w gospodarstwach domowych przez tzw. prosumentów.

Do dwóch razy sztuka

To drugie podejście do energetyki prosumenckiej – pierwsze z 2012 roku zakończyło się fiaskiem. Nie udało się przeforsować pierwszej ustawy o OZE, która w prosty sposób miała stworzyć kilka milionów prosumentów – osób produkujących zieloną energię i sprzedających nadwyżki sieciom energetycznym bez potrzeby rejestrowania działalności gospodarczej. Skończyło się na daniu takich uprawnień, i to w ograniczonym zakresie, sprowadzającym się do zwolnienia z uzyskiwania koncesji na produkcję energii w odniesieniu do małych instalacji, a więc o mocy od 50 do 500 kW. Nie były one jednak w stanie rozwiązać problemu. Dość wskazać, że na koniec ubiegłego roku moc zainstalowana wszystkich odnawialnych źródeł w systemie elektroenergetycznym wynosiła ponad 9 GW, z czego w małych instalacjach OZE prawie 163 MW, natomiast w mikroinstalacjach (w tym także prosumenckich) ponad 1 GW (oficjalne dane prezesa Urzędu Regulacji Energetyki).

W konsekwencji na koniec 2018 r. ok. 90 proc. energii z OZE pochodziło z czterech źródeł: biopaliwa stałe (69 proc.), energia wiatru (12 proc.), biopaliwa ciekłe (10 proc.) i biogaz (nieco ponad 3 proc.). Fotowoltaika dawała mniej niż 1 proc., a pompy ciepła (0,6 proc.) niemal tyle co w końcu nie takie u nas częste wody geotermalne.

Nawet laik zauważy, że taka struktura energii z odnawialnych źródeł jest kuriozalna, bo jak świat światem dwa najpowszechniejsze na świecie źródła energii to słońce i wiatr.

Tymczasem, jak pokazują doświadczenia światowe, to prosumenci dzięki swojej liczbie są w stanie szybko poprawić strukturę produkcji energii elektrycznej na bardziej zieloną.

Małe instalacje OZE to po prostu małe firmy. Prowadzą je przedsiębiorcy, których przedmiotem działalności jest produkcja energii z odnawialnych źródeł – jak w przypadku każdego biznesu, dla zysku, w przypadku OZE i ze sprzedaży samej energii, i z dopłat za pochodzenie jej z ekologicznych źródeł. Prosumentami natomiast są osoby, które produkują zieloną energię nie dla zarobku, ale dla własnych potrzeb. Prosumentem może być też przedsiębiorca, ale pod warunkiem, że produkcja energii nie jest przedmiotem jego działalności gospodarczej. Energetyka prosumencka dotyczy również osób, które prowadzą gospodarstwa rolne, rybackie, sadownicze, ale również hodowców, których działalność nie narusza ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Z większych zbiorowości prosumentem mogą zostać jednostki samorządu terytorialnego, spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe oraz kościoły czy związki wyznaniowe. Prosumenci produkują OZE w mikroinstalacjach, czyli w instalacjach wytwarzających maksymalnie 50 kW mocy.

– Ilość energii, którą właściciel mikroinstalacji może odebrać z sieci, zależy od jej mocy. Instalacje do 10 kW pozwalają na odebranie 80% energii oddanej do sieci, zaś instalacje powyżej 10 kW umożliwiają odbiór 70% energii oddanej do sieci. Najkorzystniej jest więc jak najwięcej energii konsumować w czasie rzeczywistym. Wtedy możliwe jest wykorzystanie 100% wyprodukowanej energii. Należy zaznaczyć, że po roku niewykorzystany w ramach opustu nadmiar energii elektrycznej staje się przychodem zakładu energetycznego, z tego względu moc instalacji PV powinna być optymalnie dobrana do przewidywanego zużycia energii – wyjaśnia Magda Turecka, Manager ds. marki NIBE.

Mocne wsparcie prosumentów – program Mój Prąd, nowa ulga na termomodernizację –błyskawicznie przekłada się na duży przyrost produkcji zielonej energii i szybszą poprawę struktury źródeł prądu w Polsce. W pierwszym kwartale 2020 r. przyłączono w Polsce do sieci około 43 tys. mikroinstalacji wytwarzających zieloną energię z paneli słonecznych. To absolutny rekord, o którego skali niech świadczy fakt, że w całym 2018 r. takich przyłączeń było 27 tys. Mimo perturbacji wywołanych przez COVID19 rok 2020 będzie na pewno rekordowy dla polskiej fotowoltaiki i pobity zostanie wynik 2019 r. – 104 tys. mikroinstalacje fotowoltaiczne w Polsce.

Przeczytaj równieżFarmy fotowoltaiczne w Polsce. Ich potencjał i prognozowany rozwój

Zielona energia elektryczna, ale i cieplna

Pod koniec minionej dekady ze zdwojoną mocą dał o sobie znać problem zanieczyszczeń powietrza i do powszechnej świadomości dotarł fakt, że nie wystarczy tylko produkować energię z czystych ekologicznie źródeł – trzeba też zlikwidować szkodliwe emisje. Głównym zaś tego sposobem jest zmiana sposobu produkcji energii cieplnej, zwłaszcza w gospodarstwach domowych, w których wykorzystywana jest ona do ogrzewania domów oraz dostarczania mieszkańcom ciepłej wody.

To wręcz zdwoiło rangę energii pozyskiwanej ze słońca – kolektory słoneczne bowiem w tym względzie są uniwersalne – równie dobrze mogą zaspokoić potrzeby w zakresie produkcji energii elektrycznej jak i cieplnej. Wzrosła też ranga niedocenianych wcześniej w należytym zakresie pomp ciepła. Urządzenia te, zwłaszcza w postaci powietrznych pomp ciepła, wykorzystują najprostsze do pozyskania i najtańsze źródło ciepła. W dodatku jeśli pompa ciepła, wymagająca do pracy niewielkiej ilości energii elektrycznej, zostanie wsparta instalacją fotowoltaiczną, uzyskamy całkowicie zeroemisyjny system produkujący jednocześnie i energię cieplną i energię elektryczną.

– Instalacja fotowoltaiczna przynosi najwięcej korzyści, kiedy zapotrzebowanie budynku na energię elektryczną jest duże. Oznacza to, że „prąd słoneczny” wykorzystywany jest nie tylko na potrzeby urządzeń elektrycznych w domu, ale także do ogrzewania budynku zimą, chłodzenia latem oraz produkcji ciepłej wody użytkowej przez cały rok. Zastosowanie systemu grzewczego na bazie pompy ciepła zasilanej energią elektryczną pozwala na efektywne wykorzystanie energii na własne potrzeby. Produkowana energia elektryczna bilansuje się z energią zużywaną, a rachunki za prąd sprowadzają się do niewielkich opłat stałych – mówi Marta Turecka, Manager ds. marki NIBE.

Wsparcie dla obywatela a nie instytucji

Zmieniła się też filozofia samych ich mechanizmów. O ile wcześniej ustawodawca promował przedsiębiorstwa (elektrownie, biogazownie, małe instalacje OZE itp.), samorządy oraz organizacje czy instytucje (w tym wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe, od 2019 r. postawił

na obywateli. Wcześniejsze dotacje termomodernizacyjne dla samorządów, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych zastąpiły ulga w PIT dająca możliwość odliczenia od dochodu wydatków na szeroko rozumianą termomodernizację w wysokości do 53 tys. zł. Jednocześnie uruchomiono dwa rządowe programy Czyste Powietrze oraz Mój Prąd, kierowane bezpośrednio do obywateli i z wysokimi dopłatami, pozwalającymi na pokrycie nawet połowy lub więcej wydatków niezbędnych na wymianę kotła węglowego na pompę ciepła – w pierwszym z programów albo dopłatę do 5 tys. zł na wykonanie instalacji fotowoltaicznej do produkcji energii – w przypadku drugiego z wymienionych programów.

Legislatorzy zrozumieli w końcu, że tylko zaktywizowanie, w tym także poprzez solidne wsparcie finansowe, szerokich rzesz prosumentów – czyli właścicieli gospodarstw domowych samych produkujących energię na własne potrzeby – stanowi jedyną szansę na realizację zobowiązania 20 proc. energii z OZE na koniec 2020 r. Nie tylko Polakom bowiem zdecydowanie łatwiej realizuje się przedsięwzięcia indywidualnie niż grupowo, nawet gdy tę grupę stanowi mała wspólnota mieszkaniowa – o wielkich spółdzielniach mieszkaniowych już nie wspominając.

Każdy może walczyć ze smogiem. Zobacz: Co możesz zrobić sam, a co z dofinansowaniem do OZE?

O szczegółach nowej odsłony programu Czyste Powietrze i Mój Prąd oraz ulgi termomodernizacyjnej w PIT w kształcie obowiązującym od 2019 r. pisałem niedawno w artykule: Bez inwestycji gospodarstw domowych w poprawę powietrza i wody nie uda się powstrzymać niekorzystnych zmian klimatycznych. By więc nie powtarzać tych treści chcę zwrócić uwagę tylko na wagę jaką autorzy Czystego Powietrza czy nowej ulgi termomodernizacyjnej nadali pompom ciepła – ranga i powszechność fotowoltaiki jest bowiem na tyle powszechnie znana, że panele słoneczne są nieomalże odzewem na hasło „odnawialne źródło energii”. Uwzględnienie w przedsięwzięciu pomp ciepła zwiększa bowiem zakres wsparcia (ulga) albo wręcz wysokość (dotacja).

– Wspomniane programy rządowe to nie wszystko. Zakup pompy ciepła czy systemu fotowoltaicznego można dodatkowo obniżyć korzystając z akcji organizowanych przez producentów tych urządzeń, np. w ramach Szwedzkiej Dotacji – dodaje Magda Turecka.

Oceń artykuł
5,00 / 1 głosów
Co sądzisz na ten temat
Zaloguj się i skomentuj pierwszy

Autor: Zbigniew Biskupski

Opracowanie: Artykuł powstał przy współpracy z NIBE

Polecamy Ci również

Zobacz także